Rowerowy Szlak Orlich Gniazd - relacja z trasy rowerowej, Jura rowerem

Jurajski Rowerowy Szlak Orlich Gniazd to rowerowy szlak turystyczny o długości od 180 do 190 km i oznaczony kolorem czerwonym. Różne źródła mówią o innym dystansie, natomiast wszystkie wskazują na dystans mieszczący się pomiędzy tymi widełkami. Szlak ten łączy bezpośrednio Kraków z Częstochową.

Rowerowy Szlak Orlich Gniazd posiada również swój odpowiednik pieszy, obydwa szlaki wiodą przez większość warowni jurajskich zwanych Orlimi Gniazdami, które zostały wzniesione za czasów króla Kazimierza Wielkiego, który jak się mawia „zastał Polskę drewnianą, a zostawił murowaną”. Szlak biegnie przez teren Parku Krajobrazowego Orlich Gniazd i prowadzi po przepięknych terenach Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Na szlaku możemy odwiedzić i podziwiać wapienne wzgórza, na których w XIV wieku za sprawą Kazimierza Wielkiego powstały zamki mające bronić Kraków, który wówczas był stolicą i chronić granic państwa Polskiego. Orle gniazda otrzymały taką nazwę dzięki obserwacji tych wspaniałych ptaków. Orły budowały swoje gniazda wysoko, aby móc obserwować zagrożenia z dużej wysokości oraz odległości, dzięki czemu bardzo łatwo mogły się przed nimi bronić. Zamki usytuowano w ten sam sposób na wapiennych skałach, co sprawiało, że były one bardzo trudne do zdobycia.

Rowerowy Szlak Orlich Gniazd prowadzi przez poszczególne miejscowości w następujący sposób:

Kraków → Bronowice Małe → Kraków-Mydlniki → Szczyglice → Brzoskwinia → zamek Tenczyn w Rudnie → Tenczynek → Krzeszowice → Paczółtowice → Dolina Eliaszówki – klasztor w Czernej → Paczółtowice →Racławice → Zawada → Zimnodół → Osiek → Olkusz → Olkusz Słowiki → zamek w Rabsztynie → Jaroszowiec – lasy bukowe – skały wapienne „Nad Kopalnią” → Zalesie Golczowskie → Golczowice → Cieślin → zamek w Bydliniezamek w Smoleniu → Pasmo Smoleńsko-Niegowonickie → Ryczów → zamek Ogrodzieniec → Skarżyce → zamek w Morsku → Skały Podlesickie → Góra Zborów → Skały Kroczyckie → zamek Bobolicezamek w Mirowie → Niegowa → Moczydła → Przewodziszowice (strażnica) → Czatachowa → Zamek Ostrężnik → Suliszowice → Zrębice → Olsztyn → Góry Towarne → Częstochowa

 

Pomimo tego, że minęło sporo czasu kiedy miałem przyjemność przejechać ten szlak na rowerze, widząc duże zainteresowanie tym szlakiem wśród rowerzystów, szczególnie przed nadchodzącą majówką, postanowiłem wrócić wspomnieniami na tą trasę raz jeszcze i przedstawić ją wszystkim, którzy chcą ten szlak przejechać na sakwach bądź pieszo.

Dzień pierwszy

W sierpniu 2015 roku wyruszyliśmy w czwórkę, Szlakiem Orlich Gniazd wyruszając z Krakowa w stronę Częstochowy. Oprócz mnie w wyprawie wziął udział Maciej, Tomasz oraz Jacek. Jura Krakowsko-Częstochowska uroczyła nas niezwykłymi widokami wszechobecnego tam krajobrazu oraz ruin baszt, strażnic i figur skalnych.

Biorąc pod uwagę fakt, że początek oraz koniec szlaku znajduje się w dużych miastach, to bez żadnego problemu można tutaj dotrzeć pociągiem, my dostaliśmy się do Krakowa właśnie w ten sposób. Z dworca PKP w Krakowie do miejsca, w którym rozpoczyna się szlak Orlich Gniazd, dzieli dystans wyłącznie około 6 km. My podróż pociągiem rozpoczęliśmy w nocy, więc na miejscu byliśmy w południe, dzięki temu wykorzystaliśmy pierwszy dzień na totalne zwiedzanie Krakowa. Na samym początku pojechaliśmy na rynek, gdzie odwiedziliśmy Sukiennice.

Następnie ruszyliśmy w kierunku Bazyliki Mariackiej, po drodze odwiedziliśmy Barbakan i na samym końcu pojechaliśmy pod Katedrę Wawelską i na Wawel. Będąc w Krakowie, zdecydowanie warto odwiedzić Wawel, z którego można podziwiać przepływającą przez Kraków Wisłę. Nie można również zapomnieć o Smoku Wawelskim! Tuż przed wyruszeniem w miejsce, gdzie znajduje się początek szlaku, odpoczęliśmy w parku Planty.

Szlak Orlich Gniazd czas zacząć

Początek Szlaku Orlich Gniazd w Krakowie znajduje się przy pętli tramwajowej w dzielnicy Bronowice, a dokładniej na skrzyżowaniu ulic Na Błonie i Balickiej. Przyjeżdżając w to miejsce, wszyscy zadawali sobie pytanie, co to właściwie jest ?! Początek trasy w takim miejscu? Znajduje się tutaj wyłącznie tablica z mapą szlaku i kilkoma strzałkami. Zdecydowanie nie jest to najbardziej urodziwe miejsce na początek takiego szlaku rowerowego.

Kierując się w stronę wskazaną na drogowskazie, szlak poprowadził nas drogami szutrowymi wzdłuż Parku Młynówka Królewska i wąską, ruchliwą ścieżką przez Rząskę, Szczyglice i Balice w stronę Grzybowa i wąwozów Doliny Grzybowskiej gdzie przejazd śladem szlaku graniczy z cudem. Dojeżdżając w to miejsce, pogoda znacznie się popsuła, nadciągały chmury burzowe i widać było z daleka nadciągający deszcz, byliśmy więc zmuszeni szukać schronienia.

Załamanie pogody

Niestety w tych przedziwnych wąwozach Doliny Grzybowskiej, przez którą prowadził szlak, nie mogliśmy znaleźć miejsca na schronienie, dodatkowo podróżowanie przez te wąwozy było znacznie utrudnione przez powalone w tym miejscu drzewa i znaczne nachylenie terenu. W miejscach, którędy prowadził szlak, nie było możliwości podróżowania na rowerze, więc byliśmy zmuszeni szukać alternatywnych dróg i bardzo często pchać rowery pod górę. W końcu nastąpiło załamanie pogody, było już ciemno, zerwał się bardzo duży wiatr, a z nieba zaczął padać deszcz. Byliśmy zmuszeni wykombinować coś na szybko w tym miejscu, niestety nie było tutaj zbyt wielu możliwości, a my byliśmy coraz bardziej wystraszeni i zmęczeni. Na szczęście udało mi się znaleźć tuż obok pochyły kawałek pola, na którym byłoby możliwe rozbicie namiotów, szybko przenieśliśmy rowery przez powalone drzewa w to miejsce i zaczęliśmy rozbijać namioty.

Udało mi się rozbić wyłącznie tropik mojego namiotu i rozpoczęła się wielka burza z ulewą. Chłopaki nie zdążyli rozbić swoich namiotów, więc wszyscy schroniliśmy się pod moim tropikiem na czas ulewy, która trwała dobre 2 godziny, w tym czasie był czas na wypicie wcześniej kupionego piwa i różne opowieści oraz dyskusje. Po tym czasie wypogodziło się i chłopaki mogli wrócić do rozbijania swoich namiotów. Wszystkie rowery i sakwy były na zewnątrz, więc solidnie oberwały deszczem. Tak jura przywitała nas pierwszego dnia.

Dzień drugi

Kolejnego dnia rano tuż po przebudzeniu spakowaliśmy się i udało nam się w końcu znaleźć wyjazd z Doliny Grzybowskiej, wracając na odpowiedni szlak, za dnia dużo łatwiej stąd wyjechać. Tego dnia rozpoczęły się również upały, temperatura w tym dniu sięgała ponad 30 stopni Celsjusza i utrzymywała się przez cały wyjazd. Już po wyjeździe z doliny dowiedzieliśmy się, w jaki sposób oznakowany jest szlak – bardzo kiepsko. Jadąc tym szlakiem, należy przygotować sobie wcześniej nawigacje z wgranym śladem całej trasy oraz dobrze jest zaopatrzyć się w czytelną i szczegółową mapę regionu. Szlak Orlich Gniazd jest bardzo kiepsko oznakowany! Problemy z oznakowaniem zaczęły się w Kleszczowie i od tego miejsca cały czas błądziliśmy wśród pól, bywało, że oznakowanie kierowało nas w zupełnie inne miejsca, dlatego często musieliśmy wracać do początku i kierować się innymi drogami.

Znaki usytuowane były z reguły na drzewach, płotach domostw oraz na ścianach budynków. Najgorsze były skrzyżowania dróg, ponieważ pomimo tego, że znaki się pojawiały, to były usytuowane w takich miejscach, które dosłownie nie sugerowały nam kompletnie nic. Taki stan rzeczy powtarzał się wielokrotnie, przejeżdżając przez Brzoskwinię, aż do Kamyka. Na tym odcinku trasa prowadziła przez polne oraz leśne ścieżki, które były dosyć sprzyjające rowerzystom z sakwami, natomiast oznakowanie było najgorsze na tym odcinku. Dalej było już lepiej, ponieważ zmęczeni tą jazdą postanowiliśmy odbić ze szlaku i dalej jechać już jak najwięcej drogami asfaltowymi w taki sposób, aby odwiedzić wszystkie najważniejsze punkty.

Podróży, ciąg dalszy

W ten sposób dotarliśmy do Tenczyńskiego Parku Krajobrazowego, gdzie znajdował się pierwszy ważny punkt na naszej trasie, czyli ruiny, a właściwie zamek Tenczyn w Rudnie. Ruiny tego zamku stoją na dawnym stożku wulkanicznym, będącym najwyższym wzniesieniem Garbu Tenczyńskiego, więc musieliśmy pchać rowery od parkingu, aż do góry, żeby zwiedzić zamek. Jadąc dalej szlakiem do Krzeszowic, warto zatrzymać się po drodze w Tenczynku, gdzie znajduje się drewniana dzwonnica kościelna z 1748 roku. Dalej szlak prowadzi na zmianę przez drogi szutrowe i asfalty, aż do Olkusza. Entuzjaści kościołów znajdą tutaj drewniany kościół pw. Najświętszej Marii Panny oraz Bazylikę św. Andrzeja na rynku w Olkuszu.

My pojechaliśmy w stronę Rabsztyna, gdzie znajdują się kolejne ruiny średniowiecznego zamku w Rabsztynie, na którym co roku odbywają się różnorodne turnieje rycerskie. Zdjęcia tego zamku są powszechnie dostępne w internecie, ponieważ jest to jeden z najbardziej charakterystycznych zamków w Polsce. Do zamku prowadzi drewniana kładka, obrazek ten zrobił na mnie niesamowite wrażenie. U podnóża góry, na której wznosi się średniowieczny zamek Rabsztyn, znajdują się fragmenty renesansowego pałacu zbudowanego w XVII w. jako zamek dolny.

W natłoku zamków

Kolejnymi punktami na naszej mapie był zamek w Bydlinie oraz zamek w Smoleniu, które są do odwiedzenia jeden po drugim i obydwa zachwycają swoim widokiem. Po drodze do zamku w Smoleniu możemy odwiedzić również jaskinię Biśnik, która znajduje się po drodze. Dosłownie jeden kilometr od rowerowego Szlaku Orlich Gniazd znajduje się również Gród na Górze Birów. W tych miejscach Szlak Orlich Gniazd zaczął przybierać, postać bardzo pofałdowaną. Niekończące się podjazdy i zjazdy w pełnym słońcu zdecydowanie dawały nam w kość. Musieliśmy więc robić sporo przystanków, co znacznie spowalniało naszą jazdę.

Po zaopatrzeniu się w niezbędną do nawodnienia organizmu wodę pojechaliśmy w kierunku Podzamcza, czyli kolejnej ważnej na szlaku miejscówki, jaką jest zamek Ogrodzieniec. Obiekt ten jest najbardziej rozpoznawalnym i najczęściej odwiedzanym zamkiem na Szlaku Orlich Gniazd. Zamek ten leży na Górze Zamkowej, czyli najwyższym wzniesienie Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Tuż obok znajduje się główna ulica, na której możemy znaleźć mnóstwo knajp i straganów. Właśnie w jednej z nich zjedliśmy obiad tego dnia. Jako ciekawostkę, warto wspomnieć, że właśnie w tym zamku w 1973 roku kręcono znanego Janosika, a w 2001 roku Andrzej Wajda wyreżyserował Zemstę.

Jesteś na Jurze, uważaj na Gospodarza!

Ten dzień skończyliśmy w tym miejscu, ponieważ zanim dojechaliśmy do zamku, po drodze zatrzymał nas miejscowy gospodarz, oferując nocleg na swoim polu namiotowym. Jak się później okazało, nie zawsze warto korzystać z tego rodzaju propozycji. Gospodarz, rozmawiając z nami, znacznie podkoloryzował oferowane przez siebie pole namiotowe, oferując dostęp do prądu, dostęp do łazienki i możliwość kąpieli oraz wodę mineralną z własnej pompy.

Jak się później okazało, po wzięciu pieniędzy przez gospodarza, okazał się on chamski i robił znaczne problemu ze wzięciem przez nasz kąpieli, czy naładowaniem przez nas urządzeń. Łazienka okazała się drewnianym, brudnym wychodkiem na dworze… Sam właściciel komentował negatywnie nas i sugerował nam głupie przytyki. Nie polecam więc korzystania w tym miejscu z propozycji miejscowych gospodarzy, a przynajmniej warto się zastanowić z kim mamy do czynienia, ponieważ nie należy wrzucać wszystkich do jednego worka.

Dzień Trzeci

Ze względu na nieciekawego Gospodarza tego dnia szybko zwinęliśmy swój majdan i pojechaliśmy bez słowa w stronę zamku Bąkowiec w Morsku. Tuż obok tego zamku usytuowany jest także stok narciarski oraz ośrodek wypoczynkowy i  różnego rodzaju restauracje. Po zwiedzeniu zamku czekały nas spore zjazdy, strach pomyśleć co by było, gdybyśmy jechali w drugą stronę tak jak większość rowerzystów, czyli z Częstochowy do Krakowa. Jadąc na zamek Bobolice, warto zahaczyć o charakterystyczną i urokliwą górę Zborów zwanej Kruczymi Skałami, na której znajduje się ciekawa wieża. Wszystkim chętnym do zwiedzania jaskiń mogę zaproponować znajdującą się tutaj Jaskinię Głęboką, która jest w tym miejscu udostępniona do zwiedzania.

Zamek w Bobolicach został wyremontowany w 2011 roku i z tego, co się dowiedziałem, został w nim utworzony hotel dla turystów. Obok niego znajduje się wyjątkowo ciekawa kamienna brama, która jest idealnym miejscem do wykonania cudownych fotografii. Ponadto dookoła zamku znajdują się stragany z pamiątkami. W tym miejscu znajduje się zazwyczaj bardzo dużo ludzi oraz wycieczek szkolnych, więc przygotujcie się na tłumy w tym miejscu.

Kolejnym ważnym miejscem na mapie rowerowego Szlaku Orlich Gniazd jest Zamek w Mirowie, który jest jednym z najstarszych Jurajskich warowni. Niestety jest on cały czas zamknięty i niedostępny do zwiedzania. Pomimo tego zwiedzanie go z zewnątrz sprawiało nam bardzo dużo przyjemności.

Ponieważ była już późna pora, skierowaliśmy swoje rowery w stronę Zamku Ostrężnik. Teren dookoła zamku porośnięty jest z każdej strony lasem, a w skale, na której zbudowano warownie, znajduje się blisko 90-metrowa Jaskinia Ostrężnicka. Nie byliśmy tutaj długo, ponieważ mieliśmy mało czasu, a chcieliśmy tego dnia odwiedzić również ostatni zamek na Jurajskim szlaku, czyli Zamek w Olsztynie. Na szczęście do Olsztyna prowadziła nas piękna asfaltowa droga, dzięki czemu bardzo szybko znaleźliśmy się już pod murami tego zamku. Chociaż wszyscy byliśmy już bardzo zmęczeni wysoką temperaturą w ciągu dnia oraz pofałdowaną trasą, byliśmy niezmiernie zachwyceni widokiem tego zamku. Prowadziła do niego bardzo długa, piaskowa ścieżka. Tylko Tomek postanowił zwiedzać zamek od środka, natomiast reszta ekipy została na zewnątrz, aby odpocząć. Po powrocie Tomka ruszyliśmy w dzicz, aby poszukać noclegu na dziko. Pomimo kilku trudności udało nam się znaleźć ciekawe miejsce do rozbicia namiotów.

Ostatniego dnia ruszyliśmy prosto do ostatniego punktu naszej wycieczki, czyli do Częstochowy. Odwiedziliśmy tutaj Sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej na Jasnej Górze i zwiedziliśmy miasto. W ten sam dzień wróciliśmy pociągiem do Bydgoszczy i tak zakończyliśmy tę wyprawę.

Podsumowanie

Jura Krakowsko-Częstochowska zachwyca swoimi krajobrazami i jest doskonałym miejscem dla rowerzystów. Rowerowy Szlak Orlich Gniazd oferuje bardzo wiele atrakcji, natomiast nie należy do łatwych. Szlak ten jest wytyczony bardzo trudnymi technicznie i fizycznie odcinkami. Trasa jest bardzo pofałdowana, więc należy się przygotować na bardzo wiele podjazdów i zjazdów. Podjazdy wielokrotnie mogą nas zaskoczyć i trzeba rower bardzo często pchać. Dla osób chętnych odwiedzić wszystkie zamki będące na szlaku polecam zaopatrzyć się wcześniej w terenowe opony, jeżeli chcecie podążać wytypowanym szlakiem, lub od razu zdecydować, aby poruszać się wyłącznie asfaltami, ponieważ trasa może was zniechęcić. Jadąc w okresie wakacyjnym, gdzie dochodzi do wysokich temperatur, należy pamiętać o wodzie, aby nawadniać organizm. Szlak jest bardzo wymagający. Na trasie nie spotkacie żadnych jezior, więc nie ma mowy o tym, aby skorzystać z kąpieli na łonie natury. Pamiętać należy również o dobrym przygotowaniu w nawigację, mapy lub jedno i drugie, ponieważ szlak jest bardzo kiepsko oznakowany. Pomimo tych wszystkich trudów Szlaku Orlich Gniazd zdecydowanie odwiedzę to miejsce ponownie i zachęcam również Was do odwiedzenia Jury na rowerze.

Zachęcam Cię do pozostawienia komentarza.

 

Pozdrawiam

ZOBACZ RÓWNIEŻ INNE ARTYKUŁY!